Strona:F. Antoni Ossendowski - Na skrzyżowaniu dróg.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie rozumiem dokładnie, niech pani opowie mi wszystko! — poprosił.
Opowiedziała mu, że dopiero od roku robi karjerę, jako tancerka, że dla rodziny musiała zaciągnąć u swego partnera dług, a teraz ten potwór żąda zwrotu, lub...
— Tego ja uczynić nie mogę! — zawołała z rozpaczą w głosie. — Lepiej śmierć!
— Domyślam się! — powiedział książę Alfred. — Zwykła historja artystki kabaretowej. Kiedy termin spłaty długu?
— Pojutrze... — odparła.
— No, to mamy czas! — zawołał wesoło. — Jutro przyślę do pani mego kolegę — adwokata i z nim razem pani załatwi sprawę ze swoim partnerem. A teraz pani napije się herbaty i poczęstuje mnie, bo słyszę, że portjer już niesie tacę.
— Jakże pan to uczyni? — pytała Gwandolina.
— To już rzecz adwokackiej głowy — odpowiedział ze śmiechem.
Pili herbatę w towarzystwie portjera, którego książę dyskretnie zatrzymał, prowadząc z nim ożywioną rozmowę na temat rządu socjalistycznego.
Portjer był tak pochlebiony, że nawet nie chciał przyjąć pieniędzy od odchodzącego gościa.
Nazajutrz książę rozmówił się ze swoim kolegą — adwokatem i wręczył mu czek na 10000 franków, oświadczywszy, że nocnym pociągiem odjeżdża do Warszawy.
— Nie mam już poco błąkać się zagranicą — mówił ze śmiechem. — Nabrałem przekonania, że wyszumiałem się oddawna.
— A może nie tyle wyszumiałeś się, ile jesteś szlachetnym i uczciwym człowiekiem? — zauważył adwokat, bacznie patrząc na przyjaciela.
— Dziękuję! — odpowiedział z ukłonem książę. — Pocieszasz mnie!
W domu książę Alfred uważnie przeglądał pisma zagraniczne, śledząc błyskotliwą karjerę hiszpańskiej tancerki, senority Gwandoliny. Jednak wkrótce wzmianki o niej znikły ze szpalt dzienników.
— Co się stało? — zadawał sobie pytanie książę.
Odpowiedź przyszła niespodziewanie szybko.