Strona:F. Antoni Ossendowski - Na skrzyżowaniu dróg.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy wyszedł, dziewczynka wzięła kopertę i chciała ją rozerwać, lecz palce jej drżały.
— Pani nie czytała jeszcze tego listu! — zdziwił się książę.
— Nie... — szepnęła. — Bałam się go czytać przed teatrem, aby móć tańczyć... Ten list przynosi bardzo ważną rzecz. Stanowi o moim losie.
Jakieś rozczulenie nad tą zarzuconą na paryski bruk polską dziewczyną, stojącą w tej chwili przed nieznanym wyrokiem, ogarnęło młodego Bryńskiego.
— Niech pani czyta — szepnął. — Jeżeli list przyniesie dla pani dobre wieści, będę się szczerze cieszył, jeżeli zmartwi — będziemy szukali sposobów zażegnania złego. Śmiało!
Gwandolina rozerwała kopertę i rozwinęła arkusik papieru. Wypadł z niego mały obrazek święty. Przebiegła oczami list i zbladła. W oczach zjawiły się ponure błyski.
— Koniec... — jęknęła.
— Niech pani opowie, co się stało, pomówimy i naradzimy się — rzekł łagodnym głosem książę Alfred. — A niech pani mnie się nie obawia. Przysięgam, że będę tylko przyjaznym doradcą.
Mówił poważnym i szczerym głosem.
Zamiast odpowiedzi podała mu list.
— Dziecko moje najmilsze, umiłowana Janko! — przeczytał książę Bryński. — Ciężko mi pisać do ciebie, że wszelkie wysiłki, aby pożyczyć u stryja Stefana te nieszczęśliwe 10000 franków, które zwolniłyby cię z łap twego przedsiębiorcy, spełzły na niczem. Ciężko mi to i gorzko pisać, bo cały swój zarobek oddawałaś na edukację Tadka i dla nas narobiłaś długów. Teraz nic nam nie dawaj, staraj się spłacić dług, a my już jakoś przetrwamy. Załączony obrazek przyniesie ci prawdziwe szczęście. Wierz i nie trać nadziei.

Twoja kochająca i błogosławiąca ciebie
Mama.

Książę Alfred starannie włożył list do koperty, podniósł leżący na podłodze obrazek i czekał.
— Widzi pan jak źle jest ze mną! — powiedziała dziewczyna bezdźwięcznym głosem.