Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/251

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ścieżki, pokryte głębokiemi dołami i wykrotami, pozostawionemi przez przechodzące tu słonie. Tam, w głębi tej dziewiczej, oparnej kniei, rodzą się i umierają olbrzymy Afryki. Nikt z ludzi nie widział chwili przyjścia na świat słonia na wolności i żaden człowiek nie znał miejsca, gdzie składają one swoje kości.
Jakież inne zwierzęta, oprócz słoni, przebywają w mroku lasów afrykańskich?
Na wierzchołkach drzew rechoczą i skaczą brunatne i czarne małpy, o długich, białych ogonach; czasem, gdzieś z chaszczy niedostępnych, doniesie się niby bęben bojowy, echo uderzeń bijącego się w pierś mocarnego szympansa; zwisną z gałęzi drzew na chwilę i znikną plamiste zwoje pitona. Z cichym, złowieszczym szmerem suną tu zastępy krwiożerczych mrówek — „manjan“, pozostawiających po sobie tylko szkielety zwierząt. Zrzadka zajrzy tu lampart i powróci do swego legowiska w skałach.
Nie słychać tu śpiewu ptactwa, chyba tylko drapieżny orzeł zacznie klekotać ponuro lub krzyczeć ostrym, żądnym krwi głosem.
W leśnej dżungli rozlegają się tylko krzyki bojowe — zwycięzców i zwyciężonych, morderców i ofiar.
Biada antylopie, która, wiedziona ciekawością lub strachem, wpadnie do lasu! Zwęszy ją tu w nieruchomem powietrzu, zawsze niesyta krwi, plamista kotka, lub zmiażdży ją w stalowym uścisku tygrysiasty piton.
W zaczajonych wśród papirusów i trzcin bagnach siedzibę swoją mają długie żmije wodne i miljardy niewidzialnych potworów — bakteryj, unoszących się w bia-