Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bucha strzał. Widzę dokładnie, że kula nie uderzyła w wodę, ani przed, ani za głową zwierza.
— Trafiony! Trafiony śmiertelnie! — woła Konan.
Krzyczą i radośnie klaszczą w dłonie murzyni i zbiegają z brzegu ku samej wodzie.
Hipopotamy po strzale moim z wielkim pluskiem w popłochu rzuciły się do rzeki i płynęły pod wodę, podnosząc duże fale, z szumem i siłą bijące o brzeg. Tylko jeden z hipopotamów długo płynął, wystawiwszy łeb i grzbiet, tak że mogłem posłać mu drugą kulę; przewracał się w wodzie na bok, bił nogami i z hałasem wyrzucał wodę przez nozdrza. Ten istotnie był raniony śmiertelnie. Hipopotamy, zabite przez nas, na-