Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nem, lub stado pasących się bawołów, albo też przyglądające się antylopy, albo wreszcie hipopotamy, wynurzające się z wody, lub w ucieczce płochliwej miotające się w rzece i podnoszące olbrzymie fale.
Lecz tylko też myśliwy zrozumieć i ocenić potrafi wytrzymałość i siłę charakteru innego myśliwego, który, widząc to wszystko przed sobą z odległości dobrego i pewnego strzału, trzyma doskonały ekspres w ręku i czeka, aż jego towarzysz-operator „wykręci“ kilkanaście metrów filmu. Okropność! Aparat zgrzyta i skrzeczy! Zwierzęta co chwila ze zdumieniem podnoszą głowy, rozdymając chrapy, a tu — czekaj! bo jeszcze pozostało 5 metrów filmu do wykręcenia!