Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


amulety myśliwskie — dwa rogi baranie i macza je we krwi…, ofiarę fetyszom myśliwskim składając.
Konan goni antylopy, zawraca stado ich w żądanym kierunku, a później gwizdnie ostro i przeciągle w jakiś pusty orzech leśny i antylopy staną jak wryte. Wtedy Konan sunie ku nim bez szmeru, czając się za krzakami i drzewami, a z odległości 100 metrów trafia przecież w butelkę, więc tem bardziej potrafi umieścić w zgrabnem ciele antylopy kulę swego karabinu i w przelanej krwi umaczać swoje „gri-gri“ — amulety łowieckie.
W takiej to kompanji polujemy na wybrzeżu Słoniowej Kości, wpobliżu dość znacznej rzeki Bandama w trójkącie Buaflé-Sinfra — Daloa.
Niestety — słoni znaleźć nie możemy, chociaż setki ich przebiegają sawannę i lasy tego obwodu. Wszędzie ślady słoni, stad słoni! Lecz kukurydza i palma olejna nie wydały jeszcze dojrzałych owoców, więc słonie powędrowały w stronę gęstych, nieprzebytych lasów i opuściły na pewien czas sawannę, chociaż w niektórych jej częściach jesteśmy pierwszymi Europejczykami, przecinającymi ją.
Zato inne rozkosze myśliwskie przeżywamy tu, zawdzięczając p. Burgerowi i niezmordowanemu Konanowi.
W ciągu czterech dni polowań na Bandama zabiliśmy cztery bawoły, dwa hipopotamy, kilka antylop, czarne i czerwone małpy i — co najważniejsze — sfilmowaliśmy to wszystko.
Tylko operator kinematograficzny zrozumie tę radość, gdy się filmuje biegnącego bawołu z najeżoną sierścią na karku i z podniesionym z wściekłością ogo-