Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


robimy pomiary antropologiczne murzynów Bambara, Kassonké, Sarrakolé, Malinke, Minianka i Maurów z Sahelu, wyprawiamy część zbiorów, korespondencję i film do Polski, do Francji i do Ameryki, dopełniamy nasze notatki, wywołujemy i drukujemy zdjęcia fotograficzne i — trochę wypoczywamy w warunkach komfortu i cywilizacji.
Niedługo to potrwa, bo jutro jeden z moich pomocników, p. Kamil Giżycki, wyrusza pirogą na Niger na parę dni, aby zgromadzić jak najwięcej ptactwa wodnego do naszych zbiorów, a jeżeli się powiedzie, to i krokodyla ustrzelić. Po nim w dwa dni wyjeżdżam z drugim moim pomocnikiem, p. Jerzym Giżyckim, o 160 km. od Bamako, do Kita, skąd końmi i pieszo udamy się do dżungli, gdzie myśliwi-tubylcy mają nas poprowadzić na tereny niezaludnione. Tam na pograniczu Sahelu pasą się duże antylopy, dzikie bawoły, nawet czasami żyrafy, a wśród krzaków czatują na nie lwy. Bierzemy ze sobą aparaty kinematograficzne i fotograficzne, no i zapas broni i naboi oczywiście. Niestety, żona moja nie może mi towarzyszyć, gdyż, jak już wspomniałem, moskity nigerskie i słońce sudańskie pozostawiły swoje ślady. Żona dostała lekkiej formy malarji i jeszcze bardziej lekkiego porażenia słonecznego. Zmuszona więc jest wypocząć dobrze przed dalszą podróżą.
Tymczasem zwiedzam Bamako i okolice tego miasta, które, jako stolica o 30.000 ludności, zjawiło się dopiero od 5 — 6 lat.
Na brzegu rzeki Niger ciągnie się duża wieś tu-