Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bylcza, a obok niej dzielnica mieszana, tubylczo-europejska, stylowe biura urzędów, piękny gmach poczty, Soudan-Club, ogród zoologiczny, meczet, budujący się kościół katolicki, szpital, a dalej — stacja radjotelegraficzna, bardzo potężna i technicznie przedstawiająca ostatnie słowo w tej dziedzinie, dzielnica lotnicza i t. d. Wszystko to u stóp Kuluba, na jej zaś szczycie stoi pałac gubernatora i bardzo malownicze gmachy głównych biur administracyjnych. Pięknie utrzymana droga, wykuta w skałach, pełna wiraży, wężowemi sploty otacza górę, wspinając się aż na jej szczyt na przestrzeni 4 km.
Ze szczytu Kuluba widać szarożółtą płaszczyznę z nierównemi kwadratami tubylczych wsi i miasta Bamako z 11 pilonami TSF i niebieską wstęgą rzeki Niger.
Zacząłem zwiedzanie miasta od szkół. Początkowa szkoła dla tubylców — dla chłopców i dziewcząt oddzielnie, szkoła zawodowa i szkoła weterynaryjna — przedstawiają się bardzo poważnie, bo administracja dokłada wszelkich starań, aby swych wychowanków nietylko nauczyć, lecz także przywiązać do cywilizacji i do tych, którzy ją tu przynieśli.
Jedna strona usiłowań personelu pedagogicznego zwróciła na siebie moją uwagę. Otóż robi się tu wszystko, aby podnieść stopień życiowych zapotrzebowań uczniów. Z temi zwiększonemi żądaniami od życia codziennego, z pewnemi nabytemi w szkołach kulturalnemi nawyknieniami, młodzież powróci do swych wsi i tu mimowoli będzie podnosiła poziom potrzeb życiowych swych rodaków, co stanowi jeden z etapów cywilizacyjnych.