Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


KRAJ PARADOKSÓW.

Przeszedłem już znaczną część mojej trasy, wykreślonej na podstawie studjowania literatury odnośnej i korespondowania ze znawcami zachodniej podzwrotnikowej Afryki. Trasę tę wykreśliłem sobie na mapie, siedząc przy swojem biurku w Warszawie, i dotychczas nie odstąpiłem od niej.
Już opisałem w poprzednich moich korespondencjach nasz marsz przez góry Futa Dżalon, które pokojową drogą zdobył dla Francji prywatny człowiek, podróżnik śmiały i przedsiębiorczy, hrabia Sandervall; syn jego obecnie procesuje się z rządem francuskim, upominając się o jakieś koncesje w Futa-Dżalon. Opisywałem też naszą podróż rzeką Niger od Kurussy do Bamako, podróż, która z powodu ukąszeń tysiąca moskitów doprowadziła moją żonę do ataku malarji; zresztą, dzięki energicznym zabiegom lekarzy miejscowych, choroba dobiega już końca.
Siedzimy więc tymczasem w Bamako, na szczycie góry Kuluba, gdzie mieści się wspaniała rezydencja gubernatora, który uprzejmie nas tu gości; doprowadzamy do porządku i dopełniamy nasze zbiory przyrodnicze,