Strona:F. A. Ossendowski - Pod sztandarami Sobieskiego.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Serdar — wódz naczelny, który wyruszył już był ze Stambułu, otrzymywał coraz to nowe posiłki. W tym samym czasie król polski w Jaworowie i hetmani we Lwowie gorzko żalili się na „zwleczone i zmalone podatki wojenne“ oraz na „słabe i kuse chorągwie“. Działo się to w chwili gdy przeciwko Rzeczypospolitej podnosił na nowo zbrojną dłoń Półksiężyc krwawy, w pochodzie swym zwycięskim już tyle razy wstrzymany męstwem rycerstwa polskiego.
Na pola cecorskie przybywały wciąż zaciągi wojsk regularnych z podbitych przez Turków krajów bałkańskich i naddunajskich, a szczególnie licznie stawiły się ordy Tatarów nogajskich, oczakowskich i budziackich. Przybyli też Lipkowie koczujący na prawym brzegu Dniestru i raz po raz, mimo wytknięte w Buczaczu granice, wpadali bezprawnie do Mohylowa podolskiego, Jampola i Jahorlika.
Chciwi łupu i jasyru jeźdźcy stepowi niecierpliwili się, marząc o dalekich zagonach w głąb Rzeczypospolitej, gdzie jeszcze Czarny i Kuczmański Szlak trawą zarosnąć nie zdążył.
Tatarzy musieli jednak czekać na rozkaz chana krymskiego Selim Gireja, który się nie śpieszył wyglądając nadciągnięcia serdara z główną potęgą turecką, sam bowiem nie odważał się stawić czoła „lwu Lechistanu“. Tym lwem był przesławny i dla bisurmanów straszny Jan Sobieski, który obrany został królem, a przeto, jak się zdawało, większą jeszcze miał w rękach siłę całego narodu rycerskiego.
Na te pola cecorskie, gdzie się gromadziły