Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


najdziksze i najzłośliwsze byki dla wstrętnych „corridas“!
— Przepraszam... — rzekł Pitt, gdy dama umilkła, — domyślam się, że mam zaszczyt rozmawiać z lady Rozalją Steward-Foldew, wychowawczynią pani Elzy Tornwalsen?
— O, yes! — kiwnęła głową sędziwa pani i zaśmiała się. — Domysł pana posiada wszystkie cechy prawdopodobieństwa...
Umilkli oboje.
Lady Rozalja, nałożywszy okulary, pogrążyła się w czytanie niezwykle grubego „Times’u“, a obserwujący ją z pod oka kapitan myślał nad tem, że Elza kochała go niegdyś, on zaś — obojętny dla niej, przyrzekł jej i sztormanowi Olafowi Nilsenowi, że będzie miał pieczę nad losem tej dziwnej kobiety, pełnej pragnień niejasnych, jak ostatnie chwile cichego, lecz zwodniczego zmierzchu północnego.
— Bądź co bądź — rozumował — zaciągnąłem zobowiązanie względem Elzy i muszę dowiedzieć się czegoś pewnego o jej życiu... Może naprawdę potrzebowałaby mojej rady, pomocy?
Pochylił się ku starej lady i tonem wesołym, tak lubianym przez Anglików, wszczął rozmowę:
— Pani, będąc taką dostojną damą o głośnem nazwisku i tak wielkiej dystynkcji...
Lady Rozalja przybrała majestatyczną pozę i bardzo łaskawie błysnęła szkłami okularów w stronę sąsiada.
— Sir... — syknęła przez zęby i natychmiast zrzuciła okulary.
— To przecież widać od pierwszego rzutu oka, pa-