Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/296

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


swojem ma najściślejszy komunizm. Jeżeli zaś nowemu państewku udałoby się nawiązać stosunki z mocarstwami europejskiemi, nasi moskiewscy zaborcy i spryciarze postępowaliby z Samojedami bardziej oględnie i łagodnie, niż z nami, rdzennymi Rosjanami!
Po odjeździe komisji podatkowej, życie „Złotej Studni“ popłynęło zwykłym trybem.
Przybyła tylko nowa i bardzo ważna rozrywka, przyjemna i pożyteczna.
Radio zostało zmontowane ostatecznie i działało wybornie.
W klubie słuchano więc koncertów, odczytów i różnych sprawozdań z całego świata.
Esuperanzo Gradaz śmiał się na całą osadę, krzycząc, że założy wkrótce „polarną czarną giełdę“, ponieważ sprawozdania giełdowe można było mieć codziennie.
Do odczytów sił miejscowych przyłączyły się teraz wykłady wybitnych uczonych i specjalistów z różnych dziedzin oraz nauczycieli języków obcych. Esuperanzo, nie wiedzieć dla jakich powodów, przepadał za trudnym językiem węgierskim. Nie można było wstrzymać się od śmiechu, patrząc na starego Hiszpana, który chodził z czołem namarszczonem i po błazeńsku wykrzywiając twarz, łamał sobie język, wymawiając zdania węgierskie.
Wszyscy cieszyli się z otrzymanej w darze wielkiej, bezcennej zdobyczy cywilizacji, a kapitan mówił do Elzy:
— Dziwna rzecz! W sześć dni można przerzucić się przez każdy ocean; z Europy do Ameryki dolecieć w kilkanaście godzin; w trzy minuty, otrzymać odpowiedź z Ameryki; słowo, wypowiedziane w Londynie, słyszymy