Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Elza, potrząsając złocistą fryzurą, odparła swobodnie:
— Zawsze jestem szczerą, a lord Warwick zasługuje na to w pełnej mierze. Zawdzięczając jego radom, włożyłam swój niesforny, niewyszkolony mózg w ramki naukowego myślenia, a to wypełnia całe życie moje i daje mi ulgę w chwilach ciężkich...
Szafirowe oczy fru Tornwalsen zajaśniały nowym blaskiem i znowu odżyła w sercu Pitta nadzieja, że może usłyszy coś, czego pragnął całą swoją istotą, chociaż nie mógłby jeszcze wyrazić tego słowami.
— W chwilach ciężkich? — powtórzył. — Pani — taka bogata, piękna, mająca prawo być dumną ze zwycięstwa nad życiem, zdrowa i uwielbiana (o, niech pani nie przeczy, przekonałem się o tem na wczorajszym bankiecie w „Reserve“!), popularna w kołach sportowych i towarzyskich, nie powinna mieć ciężkich chwil! Wzięła pani, fru Tornwalsen, życie za łeb i, podług własnej woli, może je teraz puścić pod wszystkiemi żaglami lub zacumować na zawsze w cichej przystani... Byłoby mi bardzo przykro wiedzieć, że pani dotąd jeszcze przeżywa ciężkie chwile!...
Wypowiedział to gorąco, z niezwykłem dla niego uniesieniem.
Elza, wpatrując się w jego zarumienioną twarz, spytała:
— A pan wolałby, żebym nie miała ani zmartwień, ani ciężkich myśli? — spytała.
Nie odpowiedział, siedząc z pochyloną głową.
— Te myśli moje są echem całego życia, a któż rozsądzi, które było lepsze i pełniejsze: czy tamto, co minęło bezpowrotnie — szare, ponure, smętne lub gro-