Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


źne, czy też teraźniejsze — spokojne, niezależne, chwilami zbyt szumne i zbyt błyskotliwe? Niech pan teraz odpowie również szczerze, kapitanie, tak szczerze, jak wtedy, gdy pan po raz ostatni rozmawiał z Olafem Nilsenem!
Pitt Hardful poruszył się niespokojnie i podniósł głowę:
— Pani wie, o czem rozmawiałem z Nilsenem? — spytał.
— Domyśliłam się, bo Olaf nagle postanowił popłynąć ku Lofotom... na pewną śmierć, — odparła.
Umilkli oboje. Pitt spojrzał na milczącą i coraz uważniej słuchającą lady Rozalję. Ta spostrzegła skierowany na nią wzrok, przemówiła twardym głosem, w którym brzmiały nuty oburzenia:
— Niech pan odpowie Elzie, kapitanie! Pan musi to uczynić, bo pan ją obraził! Nikt nie zna wysiłku, którego ona dokonała, aby zmienić swoją naturę... Ja jedna widziałam to i dlatego podziwiam Elzę!
Pitt Hardful spojrzał śmiało w oczy siedzącym przed nim kobietom i, łagodząc szorstkość odpowiedzi nieprzymuszonym śmiechem, rzekł:
— Nie chciałbym widzieć pani, fru Tornwalsen, stojącej na kotwicy w cichej przystani... nie chciałbym... tymczasem...
— Co to znaczy? — spytała Elza.
— Bo przedtem chciałbym poznać swoją nową, czarującą znajomą — fru Tornwalsen! — odparł z dziwnym błyskiem w oczach.
Lady Steward-Foldew zaśmiała się niezwykle głośno i klasnęła w dłonie: