Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przeklęta baba ma spryt! Wie, jak trzeba płynąć w sztorm!...
Znowu zaklął i splunął zamaszyście, z grymasem wstrętu przysłuchując się wcale nieestetycznym jękom znajdujących się na pokładzie dam oraz porykom dwóch sędziów, którzy zapadli na morską chorobę, i nie odpowiadając na protesty lorda Warwicka, żądającego dalszego konwojowania pływaczki.
Tymczasem Pitt Hardful, stanąwszy przy sterze, podpłynął od strony brzegu do Elzy.
Kapitan ogarnął spojrzeniem pobrzeże baskijskie i zrozumiał, że pływaczka, mijając latarnię fortu Socoa, kierowała się do zatoki Gaskońskiej, w stronę Haycabia.
— Płynie tak pewnie i spokojnie, że może zdoła wylądować dopiero w Hendaye! — pomyślał Pitt i postanowił nie przeszkadzać Elzie w wykonaniu jej zamiaru.
— Nie utonie mi przecież, bo jestem blisko i zawsze na czas nadążę z pomocą?! — uspokajał siebie kapitan, jednak na wszelki wypadek kazał Miguelowi być w pogotowiu. Wiedział, że Rudy Szczur był tęgim pływakiem i bez sprzeciwu spełni jego rozkaz. Miguel natychmiast zrzucił ubranie i obuwie, a, pozostawszy tylko w spodniach, stanął przy burcie.
Długo jeszcze płynęła Elza, lecz na wysokości Cauteraborda kapitan spostrzegł, że ruchy pływaczki stawały się z chwilą każdą coraz bardziej powolne i ociężałe. Raz po raz kładła się na plecach i wypoczywała, oddychając ciężko.
Pitt przyłożył tubę do ust i krzyknął, usiłując zagłuszyć plusk fal i wycie wiatru: