Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Mrs. Tornwalsen! Przeciwnik pani uznał się za zwyciężonego! Proszę wejść na pokład! Wyścig skończony!
Elza stanęła w wodzie i, pląsając na falach, odkrzyknęła:
— Płynę na szybkość i dystans, więc zamierzam ustalić nowy rekord! Możecie panowie powracać, ja zaś płynę dalej!
Pitt Hardful usłyszał odpowiedź Elzy i, widząc, że parowiec Jacht-Clubu źle wytrzymuje sztorm, podszedł do swego szypra i mruknął do niego:
— Ster na bakbort! Podpływaj do burty sędziów!
Zbliżywszy się do stateczku, Pitt porwał tubę i jął wykrzykiwać słowo po słowie:
— Mówi kapitan Siwir! Panowie mogą powracać!!... Będę konwojował mrs. Tornwalsen przez cały czas jej pływania...
Widocznie, propozycja ta była zupełnie na czasie i przypadła do gustu sędziom, bo statek, robiąc wielki łuk, zaczął odpływać ku molo Socoa.
Pitt Hardful, wpatrzony w każdy ruch śmiałej pływaczki, nie widział rozwścieczonego mr. Johna Cornyle. Amerykanin, przegrawszy ogromną sumę, podszedł do burty statku i, co chwila spluwając do morza, z nienawiścią patrzał na płynącą Elzę i na holownik, gdzie się znajdował jego szczęśliwy przeciwnik, kapitan Siwir.
— Damm! — mruczał Cornyle. — Ten Baldwin posiada głowę, jak brodawka na barkach! Na takiego nic nie można stawiać, bo nie wiadomo co zaświta w tej gęsiej mózgownicy! Djabli nadali, że chciał płynąć prostą linją, a tymczasem wlazł na kamienie! Jednak ta