Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chnącego targanu[1] w polewce marynarskiej! Nie pleć od rzeczy, Rozaljo!
— Mówię, co myślę! — odparła Angielka. — Uważaj, Warwick nie nosi już piaskowego tużurka i kraciastych spodni, zarzucił nawet ten zatłuszczony biały krawat w czerwone groszki, na który patrzeć nie mogłam, i stał się bardzo uroczysty i dostojny... Zupełnie, jak jego nieboszczyk ojciec, świętej pamięci lord Edgar-Elwin...
Elza nagle parsknęła śmiechem i zakończyła rozmowę nieoczekiwaną uwagą:
— Spostrzegłam, że profesor łysieje... Starzeje się i staje się podobnym do ojca...
— Hm... — mruknęła lady Rozalja. — Starzeje się — powiadasz? Może... W takim razie masz rację!
Poświęcając trochę czasu sportowi, Elza Tornwalsen pracowała w uniwersytecie, robiąc szybkie i znaczne postępy.
Jej praca konkursowa na temat „O wpływie prawa Hamurabiego na ustawodawstwo starożytnego wschodu“ została odznaczoną przez senat uniwersytecki.
Elza widziała w tem nowy sygnał „S. O. S.“, wysłany tam, gdzie musiał przebywać „Biały Kapitan“, człowiek silny, dumny, tworzący jakieś nowe życie, wielkie, promienne i szerokie, jak myślała z całą pewnością, bo w marzeniach swoich innym Pitta Hardfula wyobrazić sobie nie mogła.
On jednak wciąż milczał.

Właśnie po tem nowem zwycięstwie przyjaciółki przybyły na wypoczynek do Saint-Jean-de-Luz.

  1. Smoła do zalewania szpar pomiędzy deskami pokładu.