Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rozpusty i cichy, spokojny nastrój ogniska domowego, bohaterstwo mężczyzn i serce kobiety, a wszystko to nie w imię jakichś haseł szczytnych lub świetlanych ideałów, lecz w imię rozgłosu, skandalu, współzawodnictwa i plotki, zręcznie puszczonej, a pożądliwie podchwytywanej przez ulicę, łakomą wypadków i nowych wieści, chociażby najwytworniejszych i najbardziej niewiarogodnych.
Prasa brukowa szybko i ściśle wywiązała się z zadania.
Na razie zjawiać się zaczęły artykuły o budzących zaciekawienie tytułach. „Zagadka podmiejskiej willi“, „Tajemniczy Biały Kapitan“, „Wspomnienia czcigodnego Alwina Swena“, „Zawrotna karjera“ i szereg innych, niemniej sensacyjnych. Po tym wstępie dzienniki, widząc, że osoba zainteresowana milczy i nie reaguje na wyraźnie rozpoczętą przeciw niej kampanję, postanowiły wyzyskać okazję w sposób szybki i niezawodny.
Znalazło się jednak kilkunastu przedsiębiorczych reporterów, którym mimo trudności udało się kolejno odwiedzić willę Pitta Hardfula i wyrobić sobie przyjęcie przez właściciela.
Po długim oczekiwaniu w holu, gdy nieproszonym gościom już do reszty się nudziło, a zniecierpliwienie rosło, rudy, piegowaty człowiek (był to Juljan Miguel, o którym każdy reporter, jak mu się zdawało, wiedział już wszystko), uśmiechając się filuternie, wchodził i oznajmiał uroczyście:
— Kapitan prosi pana!
Przeszedłszy długą amfiladę pokojów, dziennikarz stawał przed zamkniętemi drzwiami gabinetu właściciela willi, a rudy famulus, jeszcze bardziej roześmiany, szeptał tajemniczym głosem: