Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Przepraszam, my dear, że się wrywam o tej godzinie twej samotności! Jednak musiałam to uczynić, albowiem są ważne nowiny, nader ważne!
— Cóż to znowu za tak ważne nowiny, droga moja Rozaljo? — zapytała Elza, obejmując sędziwą, a niezwykle podnieconą damę.
— Oto jest nadzwyczajny dodatek do „Gazette de Biarritz“, poświęcony wyłącznie jutrzejszemu wyścigowi twemu z Baldwinem! — zawołała lady Rozalja z patosem.
— Bardzo pięknie! Widać, że ci panowie nie mają materjału do druku. Niezawodnie — panujące upały działają na wszystkich podniecająco, a tymczasem na świecie nic się nie dzieje... — odparła z uśmiechem Elza.
— Nie drwij z tego, moja droga! — oburzyła się stara Angielka. — Gazeta na wstępie oznajmia, że jutrzejszy wyścig nie dojdzie do skutku...
— Z powodu nieuniknionego sztormu o północy!... — przerywając jej, dokończyła myśl wychowawczyni młoda kobieta.
— Ach... to już wiesz o wszystkiem?! Z pewnością, podano ci tu „Gazette de Biarritz“? — rozczarowanym głosem zapytała lady Rozalja.
— Gazety nie widziałam — zaprzeczyła Elza, — lecz jestem aż nadto doświadczonym marynarzem, aby móc przeczuć sztorm!
— Oczywiście! — zgodziła się lady Steward-Foldew. — Nie wiesz jednak, co wypisują ci plotkarze! Twierdzą, że niezawodnie wycofasz się z wyścigu, ponieważ słaba kobieta przy takim stanie morza nie może współzawodniczyć z atletycznym Baldwinem!