Strona:F. A. Ossendowski - Niewolnicy słońca 01.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

lub gryzącego rozbije się i wyleje, ohydnie walając rzeczy potrzebne, dobre, czyste i niszcząc bagaże sąsiadów. W rezultacie powalanych rzeczy się nie używa, innych nigdy w tej mieszaninie przeróżnych przedmiotów się nie odnajdzie... Czyż nie to samo bywa i z życiem — tym kuferkiem z czynami, zasadami, nawyknieniami i stanowiskami wobec zjawisk i ludzi?
Te myśli moje nie miały oczywiście na widoku naszych bagaży, bo firmy polskie i francuskie upakowały je idealnie...
Za Gibraltarem, zwłaszcza, gdy minęliśmy potężną latarnię morską, stojącą na daleko wysuniętym cyplu jednej z wysp Kanaryjskich, morze nagle się uspokoiło i odrazu dało nam nieprzerwaną nić wrażeń i rozrywek. W dzień zabawiały nas stadka latających ryb; wyskakiwały one z wody i, rozpościerając długie, szerokie płetwy, przelatywały kilkanaście metrów, uderzając się o grzbiety płaskich, łagodnych fal. Wydać się mogło na pierwszy rzut oka, że są to zabawy, figle wdzięcznych mieszkanek morza. Jednak zbyt gwałtowne, nieraz wprost konwulsyjne ich ruchy, a szczególnie wybałuszone, ruchome, pełne przerażenia oczy świadczyły o tem, że coś groźnego ścigało je w głębinie oceanu. To „coś“ zawsze się prędzej czy później wynurzało na powierzchnię morza. Były to duże i małe delfiny (Phocaena communis i Delphinus delphis), a kilka razy, jak twierdzili marynarze, widzieliśmy wieloryby. O ile jednak mogłem rozejrzeć przez moją lornetkę Zeissa, myślę, że były to raczej grindy (Globiocephalus melas), należące do tej samej rodziny, a nieraz w zimie z Oceanu Lodowatego docierające do szerokości Gibraltaru, gdzie właśnie obserwowałem te piękne okazy.
Szczególnie zabawiały nas małe, pospolite delfiny o długich, zębatych dziobach.
Doganiały i przeganiały nasz statek, przepływały pod nim, oddalały się szybko i jeszcze szybciej zawzięcie go ścigały. Nieraz wyskakiwały z wody na