Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ani jeden mali nie wynurzył swej potwornej głowy; nigdzie nie wypływały z wody i nie pękały bąble, świadczące o obecności pogrążonego w głębinie hipopotama.
Y rozejrzał się dokoła i zrozumiał wszystko.
Od nadbrzeżnych krzaków poprzez dżunglę widniała szeroka droga, wydeptana przez całe stado olbrzymich zwierząt.
Połamane krzaki, powyrywane kłami małe drzewka, stratowana ziemia, okryta okrągłemi śladami ciężkich nóg hipopotamów, dowodziły, że cała ich gromada zapuściła się w głąb dżungli i nie powróciła.
— Uciekły przed wyschnięciem rzeki! — domyślił się Y i pokiwał głową ze smutkiem. — Czujne mali odkoczowały już...
Westchnął, a złe przeczucie ścisnęło mu serce.


Rozdział VIII.
W sercu dżungli.

Y nie pokazywał jednak nikomu smutnego i stroskanego oblicza. W gronie towarzyszy był zawsze niezmiennie spokojny i pewny siebie. Po nocach tylko, gdy w obozie ucichały głosy chłopaków, Y nie spał i myślał.