Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dżungli. Nigdzie nie znajdziemy źródła... Zaczynają się już zarośla mimoz, kissa[1] i mené[2] — oznacza to, że wchodzimy na teren bezwodny...
Ruszyli.
Idący na czele oddziałku Y uważnie patrzył w ziemię.
Była dla niego — zdolnego ucznia Soko — niby księga otwarta.
Tam i sam zarośla traw i haszcze krzaków przecinały kręte ścieżki. Bystre oczy chłopaka w lot spostrzegły na nich ślady słoni, bawołów, antylop, a nawet niezatarte jeszcze zadraśnięcia pazurów dużych i małych kotów.
Ślady te jednak odciśnięte zostały dawno. Świeżych zaś nigdzie nie dojrzał mały wódz.
— Źle! — myślał Y. — Zwierzęta uciekły oddawna przed posuchą. Teraz nie wątpię, że nigdzie nie spotkamy wody.
Przyśpieszał więc kroku, aby jak najprędzej dojść do wymarzonej rzeki, o której cuda opowiadał mu łowca Soko.
Raz tylko jeden zatrzymał Y swoich chłopaków i dał im krótki wypoczynek.

W pół godziny później szli już dalej. Coraz częściej ostre kolce akacyj wpijały się w nagie ciała dzieci. Nikt nie uskarżał się jednak i ka-

  1. Kissa — mirty
  2. Rodzaj kaktusów.