Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nów Zjednoczonych najlepsze życzenia! Miło mi jest oznajmić, że nasz klub ofiaruje miljon dolarów na wychowanie sierot i dzieci ubogich rodziców w Stanach Zjednoczonych.
Głos prezesa przebrzmiał, a speaker zaczął zapowiadać coś nowego.
— Zamknij głośnik, Llo — rzucił młodzieniec. — Chcę porozmawiać z tobą o tem, co płynie nietyle z rozumu, ile... z serca...
Llo odłożył książkę, przerwał prąd w aparacie i usiadł.
Wpatrywał się w oczy wodza.
Miały dziś jakiś nowy dla niego wyraz rozrzewnienia i zadumy.
Chwilami mogło się nawet zdawać, że łzy połyskują w czarnych, płonących oczach młodego murzyna.
Y przesunął dłonią po czole i rzekł cicho:
— Bóg błogosławił nam, przyjacielu... Wszystko się nam udawało. Wiemy obaj, że możemy stać się miljonerami...
Llo skinął głową w milczeniu.
— Marzyłem o tem i robiłem wszelkie wysiłki, aby dopiąć tego... — mówił Y. — I nagle teraz, gdy droga do celu stała przed nami otworem... cel ten już nie nęci mnie... Przypomniałem