Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Y wyprostował się dumnie i, surowo patrząc na towarzyszy, rzekł:
— Jesteście niewolnikami, tchórzliwemi, podłemi psami! Niechże wam garbują skórę...
To rzekłszy, usiadł w kącie, nie mogąc ochłonąć z oburzenia i gniewu.
Po chwili wstał i znowu przemówił:
— Opamiętajcie się! Nie zrobiliście nic złego, bo nie wiedzieliście, że biali podzielili pomiędzy sobą dżunglę tak, jak wasi ojcowie dzielą pola. Myśleliście, że tu, jak to jest w okolicach Rugary, dżungla należy do wszystkich? Bezwiednie skrzywdziliście białych plantatorów. Możecie wynagrodzić ich tem, że będziecie pracowali na ich posiadłościach i odrobicie ich straty... Nie powiniście jednak dopuścić, żeby was ukarano chłostą, bo to — niesprawiedliwe i hańbiące! Lepsza jest nowa włóczęga, głód, pragnienie, a nawet śmierć! Opamiętajcie się, chłopcy!
Zapadło głuche milczenie. Murzyniątka słuchały z opuszczonemi głowami i nie podnosiły oczu na wodza. Po długiej chwili odezwał się znów Dil.
Zuchwale potrząsał głową i rzucał słowo po słowie, wpatrując się w posępne twarze chłopców.
— Pięknie gadasz, Y! Jesteś silny i wytrwa-