Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/416

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
364
F. ANTONI OSSENDOWSKI


Stado bierne, ślepe, zbłąkane i on — pasterz, wódz, prorok, wzniesiony na grzbiet fali morza, na wyżynę mównicy czerwonej.
Zasypia... Śpi bez snów.
Budzą go kroki wbiegającego człowieka.
Otwiera oczy i spostrzega stojącego przed nim sekretarza.
— W Piotrogrodzie żyd Kanegisser zabił Urickiego! — woła zdyszanym głosem. — Uprzedzono zamach żyda Schneura na towarzysza Zinowjewa...
— Odpadają kółka maszyny... — mruczy Lenin, snując myśl, podświadomie trawiącą go w nocy. Spostrzega zdumienie i przestrach na twarzy sekretarza, przytomnieje ostatecznie.
— Dyktatura proletarjatu jest wielką maszyną, niszczącą stary świat — mówi z uśmiechem. — Wrogowie starają się zniszczyć ją, lecz łamią zaledwie poszczególne koła... Naprawimy ją i będzie, jak dawniej, druzgotała, dusiła! Proszę ułożyć telegram z ubolewaniem i wysłać do czerwonego Piotrogrodu!
Nazajutrz koło południa wchodził na wiec.
Przed nim szli Finnowie, dowodzeni przez Chalajnena, torującego drogę do mównicy, okrytej czerwoną tkaniną.
Nagle powstało zamieszanie.
Ktoś wykrzyknął głośno:
— Za naród umęczony! Za zbrodnie!
Niezawodnie głos ten, wysoki i dźwięczny, należał do kobiety młodej, porwanej oburzeniem lub rozpaczą namiętną. Przeszył gwar niby błyskawiczny cios ostrej szabli.
Finnowie stanęli, a wtedy rozległ się strzał, samotny, bliski.
Lenin potknął się i jął rękami chwytać powietrze, bo czuł, że pada w ciemną otchłań...
Finnowie podtrzymali go, porwali na ręce i wynieśli.
Za nimi przeraźliwie wył tłum, padały przekleństwa i jakieś okrzyki zgrozy czy triumfu; ludzie się szamotali, wlokąc kogoś i szarpiąc na szmaty, bezkształtne, skrwawione...
W godzinę później po Moskwie biegła radująca jednych i trwożąca innych wieść.
Fania Kapłan i Mojżesz Glanc dokonali zamachu na wodza proletarjatu, zraniwszy go lekko.