Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/417

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
365
LENIN


Wierny rządowi tłum zamordował Glanca na miejscu. Finnom udało się obronić kobietę i odstawić ją do „czeki“. Odpowiedzialność za podstępny cios, zadany rewolucji, mieli ponieść kontr-rewolucjoniści.
O tem już dyktator nie wiedział.
Był nieprzytomny i miotał się w gorączce.
Kula przeszyła mu ramię i utkwiła w grzbiecie.
Lekarze z powątpiewaniem kiwali głowami. Rana była ciężka, może śmiertelna...
Lenin leżał z otwartemi oczami, krzywił spieczone usta i szeptał przenikliwie, gorąco:
— Odejdź... Nie dręcz... Przebacz!... Towarzysze!... Wolność i szczęście ludzkości leżą na waszych barkach... Mikołaj Krwawy... Nie dręcz!... Przebacz! Hele...
Nie skończył, bo zaczął rzęzić ciężko. W gardle bulgotała i syczała nabiegająca krew, na bladych wydętych wargach wykwitały płatki czerwonej piany...