Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
210
F. ANTONI OSSENDOWSKI


Dzierżyński nagle wyprostował się i wysoko podniósł głowę. Zdawało się, że chce niebo powołać na świadka słów swoich.
Dobitnie rozdzielając słowa i sylaby, rzucił krótkie zdanie:
— We krwi utopię ich...
— Rewolucja klasowa zażąda tego od was... — szepnął Lenin.
— Spełnię!... — padła odpowiedź.
Do sali wbiegł student bez czapki z karabinem w ręku:
— Dworce kolejowe opanowane prawie bez strzału... Walka idzie o pocztę, Bank Państwowy, stację telefoniczną...
Wybiegł z sali, przewracając krzesła i potrącając wychodzących ludzi.
Gdzieś daleko przewalały się echa strzałów armatnich, ciężko toczyły się nad miastem i uderzały w olbrzymie okna, wstrząsając niemi.
Przez szyby sączyły się już pierwsze mętne strugi przedświtu.