Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
203
LENIN


Towarzysze tymczasem zamaszystym krokiem przedzierali się przez tłum, dążąc do stołu prezydjalnego, stojącego na wysokiem wzniesieniu.
Lenin wszedł na estradę, zerwał z głowy czapkę i, mnąc ją obydwiema rękami, zaczął mówić.
Głos jego brzmiał brutalnie, myśli padały twarde, proste, zrozumiałe; frazesy krótkie, nie upiększone fachową wymową, urwane nieraz na półsłowie, uderzały, jak ciężkie kamienie; była to mowa pełna siły wewnętrznej, przekonania niezwalczonego, swady niemal szalonej, gotowej wybuchnąć w nienawiść i bluźnierstwo.
Łysa czaszka miotała się w mętnem, przepojonem dymem powietrzu, podnosiły się, niby młoty i biły w stół pięści, zapalały się i gasły ognie w oczach, które wszystko ogarniały, badały każdą twarz, odpowiadały na każdy wykrzyknik, groziły i pochwalały, oceniały najdrobniejszy szczegół, nieuchwytny grymas na obliczach zgromadzonych.
Mowa była długa, lecz Lenin, niby wbijając gwoździe w drzewo, co raz to powtarzał jedną i tę samą zwrotkę:
— Oczekiwać dłużej byłoby zbrodnią! Byłoby zdradą rewolucji! Powstanie zbrojne powinno być rozpoczęte natychmiast! Rząd obecny nie ma ani zdrowego sensu, ani planu, ani sił, ani ratunku. Ulegnie nam! Zawarcie pokoju zaproponujemy jutro! Ziemię wieśniakom — natychmiast! Fabryki — robotniczym masom natychmiast! Albo zwycięstwo rewolucji, albo zwycięstwo reakcji!! Jeżeli zbrojne powstanie wybuchnie dziś — zwycięstwo, jeżeli będziemy zwlekali — klęska! Zwłoka to — zbrodnia, to — zdrada! Zwycięstwo nasze będzie wymagało dwuch lub trzech dni bitwy. Niech żyje socjalna rewolucja! Niech żyje dyktatura proletarjatu! Niech żyje zbrojne powstanie!
Zerwała się burza okrzyków, oklasków; do Lenina cisnęli się, tłocząc i przedzierając przez tłum robotnicy, żołnierze; ludzie krzyczeli, wyciągali do niego ręce, bili się w piersi. W tym zgiełku utonęły krzyki protestów i głosy, wołające:
— Szaleństwo! Utopja!
Na estradę wbiegł nagle olbrzymi marynarz i głosem, pokrywającym zgiełk i hałas, oznajmił: