Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
202
F. ANTONI OSSENDOWSKI


Znowu zgrzytnął zębami i wyprostował się. Był jak młody dąb, twardy, nieugięty.
Lenin śmiał się cicho.
— Obaczymy... Dzisiejsza noc pokaże — szepnął. — Teraz chodźmy!
Nie kryjąc się, wyszli na Newski prospekt, rozmawiając głośno o rzeczach obojętnych.
Zatrzymano ich koło pałacu Aniczkowskiego.
Patrol przeglądał legitymacje.
Były wydane na imię sekretarzy Rady robotniczej i delegata, powracających z pałacu Zimowego, gdzie rezydował rząd tymczasowy.
Poszli dalej.
Na ulicy, gdzie podziemnem korytem przepływała rzeczka Ligowka, spostrzegli przed gmachem dworca kolejowego patrole żołnierskie, a w bramach wszystkich domów — zaczajone kupki ludzi — młodych i starych, w ubraniach cywilnych i w wojskowych płaszczach.
Posuwając się w stronę pałacu Taurydzkiego, spotykali coraz liczniejsze gromady robotników i żołnierzy, ukrytych w półciemnych zaułkach i we wnękach domów. Samotne postacie i znaczniejsze tłumy ciągnęły ku Ligowce i placowi Znamienskiemu. Dalekie przedmieścia wyplusnęły te milczące groźne cienie, czające się i czołgające w mroku nocnym, łożyskami ubogich, brudnych ulic.
— Awangarda proletarjackiej rewolucji!... — szepnął Lenin i zatarł ręce. — Ci nie zdradzą!
— Nie zdradzą! — powtórzył Antonow. — Innych zgromadziliśmy wpobliżu poczty, fortecy i gmachu Banku Państwowego...
Umilkli, szybko idąc naprzód.
Doszli do dużego, rzęsiście oświetlonego gmachu, otoczonego obszernym ogrodem. Nie zdejmując palt i czapek, weszli do sali, zatłoczonej robotnikami, żołnierzami, studentami.
Spostrzeżono ich odrazu. Po sali przebiegł szept zdumienia:
— Włodzimierz Lenin! — Kierenskij kazał aresztować go... Lenin nie zna strachu!