Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
163
LENIN


Lenin przystanął i zamyślił się na chwilę.
— Nie! — szepnął. — Tam na zachodzie nie znajdę sojuszników...
Zaśmiał się i gwizdnął przeciągle.
— Więc cóż? — spytał kogoś, ukrytego w mroku. — Więc cóż? Pochylić głowę pokornie, czekać na lepsze czasy i milczeć?
Śmiech stawał się coraz bardziej syczący, szyderczy.
We wspomnieniach ożyły nagle łańcuchy zielonych i różowych gór, widzianych z podobłocznej przełęczy, gdzie zaprowadził go rozmiłowany w swoich wierchach i „halach“ poeta polski, nieugięty i mocny jak skała, zrodzony z niej cały — od stóp do głowy.
Widział Lenin za kamienną przegrodą, za zasłoną z mgieł i krzyżujących się promieni słonecznych całą ziemię.
Ujrzał ją taką, jaką znał od lat głębokiej zadumy, troski ciężkiej, nienawiści palącej.
Była to kraina łez, płaczu i zgrzytu zębów...
Od wieków, wieków niezliczonych, od zamierzchłych czasów potężnych, dumnych cesarzy czterech stron świata, siedzących na tronie Assyru i Babilonu, od tajemniczych królów-kapłanów, synów egipskiego Ra — słońca, od boskich władców Chin i tak bez końca, przez epoki, stulecia, poprzez miecze i berła koronowanych drapieżników, mędrców i świętych... Kraina wiecznej, krwawej przemocy garstki możnych, mądrych i zbrojnych nad mrowiskiem nędznych, bezbronnych, bezradnych.
— Cha! cha! cha! — rozległ się głośny, zły śmiech stojącego na drodze człowieka w wyszarzałem ubraniu i zniszczonem obuwiu.
— Cha!-cha-cha! — śmiał się Lenin, oczy skośne mrużył, zaciskał szczęki, aż koło małych, przyciśniętych do czaszki uszu zadrgały guzy mięśni. — Cha-cha-cha! To są moje zastępy! Wszyscy ci, którym pozostawiono jedyne prawo — płakać, ryczeć, wyć z rozpaczy, zębami zgrzytać z nienawiści!... Oni pójdą za mną!... Najnieszczęśliwsi, najciemniejsi, najbardziej zdeptani na czele, na pierwszy ogień, a za nimi ci, co już cierpieć i milczeć umieją. Lecz ja wyszarpnę z nich taką nienawiść zimną, że aż zgrzytną zębami i pójdą za mną... pójdą!...

11*