Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.






ROZDZIAŁ XIV.

Lenin, rozstawszy się z poetą w uzdrowisku górskiem, — Zakopanem, powracał samotny do swojej chaty w wiosce Poroninie.
Przeniósł się tu wraz z Krupską i Zinowjewym z Krakowa, gdzie mieszkał przez pewien czas, chcąc być bliżej granicy rosyjskiej. Codziennie pieszo przychodził ze wsi Poronina na pocztę lub do Zakopanego, gdzie miał kilku przyjaciół — Polaków i Rosjan.
Tu przybywali różnemi drogami, a najczęściej szlakiem przemytników — przez „zieloną granicę“, rosyjscy rewolucjoniści z partji bolszewików dla narad ze swoim wodzem. Powracali, niosąc zaszyte w ubraniach, czapkach i butach napisane przez niego artykuły, broszury i ulotki, rozchodzące się po Rosji w tysiącznych odbitkach.
Teraz, po wycieczce w góry, wchłaniając całą piersią ożywcze powietrze, świeże i czyste po burzy, jeszcze przemawiającej zdaleka głuchym pomrukiem, powracał do domu.
Miał przed sobą kilka kilometrów drogi.
Pomyślał, że może wstąpić do znajomego Rosjanina Wigiłowa i pożyczyć od niego roweru, lecz nie uczynił tego. Postukując okutą laską góralską, szedł drogą na Poronin.
Przypomniał sobie natchnione słowa poety polskiego, błogosławiące go na wielkie dzieło wprowadzenia ludzkości na drogę niebywałego w dziejach postępu ducha.
Uśmiechnął się chytrze i mruknął:
— Obietnicą oswobodzenia narodów uciemiężonych wstrząsnę całym światem!
Znowu się zaśmiał już głośniej.
Myśl jego biegła dalej. Zdawało się, że czyniła przegląd sił, kontrolowała zdobyte placówki, wysunięte naprzód posterunki, badała nieprzyjacielskie twierdze.

LENIN11