Strona:Ernest Buława - Poezye studenta - tom I.pdf/331

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Młode me lata — a jednak czuję
Że świat mi nigdy nieprzeznaczony —
Czemuż pod cieniem czarnej zasłony
Skonu godzina skryta nocuje?
Niegdyś sen miałem, cudny, uroczy,
Widzeń mych była niebieska szata —
Prawdo! twój promień zranił mi oczy
By do takiego zbudzić mnie świata?
Kochałem — przeszli których kochałem,
Miałem przyjaciół — łzy po nich leję,
Lecz czemuż serca droga życiem całem,
Kiedy przeżyło wszystkie nadzieje? —
Choć nad kręglami koledzy chwilą,
Rozproszą gwarem myśli tęskniące,
Świat uśpi duszę tęczą motylą,
Lecz serce — serce nigdy nieśpiące!
Jak nudno słuchać te tylko głosy,
Co zdarzył stopień lub urodzenie,
Bo towarzyszy dawszy mi losy,
Dusz nie spoiły w przyjaźni tchnienie! —
O! daj mi szczupłą braci drużynę,
Lecz równą laty, sercem, dążeniem,
A tłumom nocnych biesiad zaginę,
Gdzie radość tylko czczem jest imieniem!
A niewiasto! niewiasto święta!
Pociecho moja! nadziejo! życie! —
Czemuż pierś moja dziś lodem ścięta,
Gdy w twojej serce budzi się skrycie? —
O! bez westchnienia zmieniłbym liche
Życie, co wrzawą szczęście udaje
Na to wybranych ustronie,
Które zna cnotę, lub znać się zdaje!
Uszedłbym chętnie z ludzkiej drużyny —
Nienawiść sercem mi nie porusza,
Serce me szuka ciemnej doliny —
Ciemnej! tak ciemnej jak moja dusza!
O! gdyby skrzydła były mi dane,
Które ku gniazdu gołębia poniosą,