Strona:Ernest Buława - Poezye studenta - tom I.pdf/330

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bo zgasła światłość w Ossiana źrenicy!
Lecz i tyś może jak ja — i ty — słońce!
Początki lat twych może mają końce
I zaśniesz może w chmur grobowym wianku
Głuche na lube odgłosy poranku!
A więc się wesel siłą twej młodości,
Bo gorzką, chmurną jest dola starości!
Jak ten księżyca bieg zimny, ponury,
Co się przedziera w połamane chmury
I mgły rozświeca po wzgórzach zwieszone —
A od północy wichry rozpędzone
Po błoniach gwiżdżą, zagnane w manowiec,
A wśród swej drogi drży błędny wędrowiec. —





Z BYRONA.
(I would i were a careless child!)

O! chciałbym dzieckiem bez troski być,
Żyjącem cicho w ustroni swych gór,
Błądząc przez ciemny pustyni bór,
Płynąć po ciemnych fal toni — śnić.
Saksońskiej pychy cześć krępująca,
Do młodej duszy tak nie przystała,
Co strome szczyty gór ukochała —
Szuka skał z których strumień się strąca!
Fortuno! odbierz te żyzne błonie,
Odbierz to imię chwałą rozgłośne,
Bo mi nieznośne służalcze dłonie,
Bo mi niewoli jarzmo nieznośne!
Umieść mnie między mcmi skałami,
Gdzie słyszę dziki ryk Oceanu:
O! pragnę tylko żyć wspomnieniami
Drogiemi życia mojego ranu!