Strona:Emil Szramek - Ks. Norbert Bonczyk.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale nadewszystko kochał górnośląską ziemię z wioską rodzinną. Słuchajmy, jak ją wychwala:

Ty, co gardząc ojczyzną zwiedzasz Alpów szczyty,
A żadnych miast widokiem nie mogąc być syty,
Aż do Włoch niesiesz oczy, aż do Neapolu,
Choć nie mniejsze piękności masz na polskiem polu,
Lecz żeś słyszał czy czytał, iż kto tego kąta
Ziemi nie zwiedził, darmo po świecie się krząta,
Błądzisz! Żal mi cię bracie, żal mi twej kieszeni!
Pójdź ty do Miechowic, zatop w ich zieleni
Lub w ich lasach twe oczy, tu łaź, tu oglądaj!
A gdyś widział choć cząstkę, nie umierać żądaj
Jak u stóp Wezuwjusza, lecz żyć! żyć! wszak włoskie
Nocy nie są tak piękne, jak nocy miechowskie!

(Stary Kościół Miechowski str. 88).
Chociaż był miejskim proboszczem, lubił życie wiejskie i często Miechowice odwiedzał; bo:

Niemać to żyć, jak na wsi: Tu człek człeka ceni,
Znając go od kolebki; tu w miłej przestrzeni
Domy, stajnie, stodoły, podwórki, zagrody;
W szczerej żyją przyjaźni ludzie i ich trzody;
Czyj koń, czyja krasula, nawet i psa znają;
Nad bydlątka upadkiem tyle smutku mają,
Jak w Berlinie nad zgonem ministra! Tu żyje
Człowiek z tego, co zasiał, uchował; tu tyje
Nie przy nocnych biesiadach, lecz przy błogiej pracy
Dziennej; w nocy odpoczywa. Mieszczanie nie tacy!