Strona:Emil Szramek - Ks. Norbert Bonczyk.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W piersi zimnej, nieczułej jak lód, żal podwoi.
Wasz balsam zdrowych żywi, chorym rany goi.
Żeście duchem półświata, stąd się wróg wasz sroży;
Z wami istnieje naród, a w nim kościół Boży.

(Stary Kościół Miechowski str. 85).
Naturalnie ks. Bonczyk ostro potępiał też nowomodną szkołę pruską, w której dziecko polskie ani słówka w języku ojczystym nie usłyszy. Zdaniem jego są to „dziwne szkoły, — w nich się polska przerabia młódź w niemieckie woły“. Wobec tak nienormalnych stosunków tem więcej rodzice powinni dbać o wychowanie w języku ojczystym. Albowiem

Szulinspektorowski
Ukaz, toć jako ukaz; ale gdy już komu —
Nie w nos mówić po polsku w własnym nawet domu,
To już woła o pomstę. Takich ojców dzieci
Ni to Niemce ni Polki — rzeczywiste śmieci.
Jakiż chleb z takiej mąki?

(Góra Chełmska str. 40).
Na wiecu w Gliwicach (1885) przemawiał o cnotach i wadach Polaków śląskich. Zarzucał im zbyt wielką dobroduszność i narzekał, że lud sam się niemczy, a rząd mu tylko w tem pomaga. — „Trzymać się polszczyzny!“ oto hasło dla wszystkich. Dopiero wtedy krzyknąć będzie można: Niech żyje chłop śląski!
Ks. Norbert znał szeroki świat, gdyż prawie corocznie wyjeżdżał na parę tygodni do wód.