Strona:Emil Szramek - Ks. Norbert Bonczyk.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


We dnie „myślą“ o pracy, wieczorem wychodzą
Na rozrywki; do domu ledwo rano zgodzą.
U nich noc bywa rano.

(Stary Kościół Miechowski str. 115).
Najlepszym przyjacielem ks. Norberta był ks. Karol Floeckner, profesor religji przy gimnazjum bytomskiem. Serdecznie też obcował z ks. Stabikiem michałkowskim († 1887) i ks. Michalskim z Lipin. Gdy ktoś w okolicy obchodził abrahamowiny albo srebrny lub złoty jubileusz kapłaństwa, ks. Bonczyk zwyczajnie uczcił go polskim, niemieckim, łacińskim albo makaronicznym wierszem. Te poezje okolicznościowe od podobnych utworów z pod innego pióra odbijają wykwintną formą i zwykle świetnym humorem były zaprawione. Gdy zaś przypadał jaki jubileusz biskupa, wtedy wydawał dla ludu broszurki ze życiorysem jubilata, tłumacząc dziełka niemieckie na język polski. Tak opisał życie księcia-biskupa Foerster'a (1875) i sufragana ks. Gleich'a, na cześć którego też osobny wiersz ułożył (1888). Ostatnim utworem jego był łaciński adres powitalny, który wysłało duchowieństwo górnośląskie (komisarjatu pszczyńskiego) księciu-biskupowi Koppowi, gdy w marcu 1893 roku przyjeżdżał z Rzymu z kapeluszem kardynalskim. Ułożył go ks. Norbert już na łożu śmiertelnym, podtrzymany przez konfratrów. Oby kler górnośląski zawsze takim został, jak on go wtedy charakteryzował: Bilingues sumus, sed concordes — Dwujęzyczni jesteśmy, lecz jednego serca!