Strona:Emil Szramek - Ks. Norbert Bonczyk.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zyskiwał tę słabość swego przeciwnika wskazując w kazaniach na lekceważenie ludu, któremu śmie się posyłać księży koszlawiących jego mowę. Z dnia na dzień przybywało mu zwolenników, dla których nawet osobną wydawał gazetę „Prawdę“, pieniężnie przez liberałów zasilaną. Aby ratować Katowice dla wiary prawdziwej, wysłał tam urząd biskupi na trzy miesiące ks. Bonczyka, ufając, że gorliwością, uczonością a przedewszystkiem biegłością swoją w języku polskim i wymową złamie wpływ Kamińskiego i nawróci odszczepieńców. Nader trudnem było zadanie; jednakowoż z wielkim zapałem podjął go się kapelan bytomski. Wszak powaga papiestwa to jego temat ulubiony! Z łagodnością, która „trzciny nadłamanej nie dołamie a lnianego, co dymi, knota nie dogasi“ (Mat. XII, 20) zapraszał rzesze zwiedziona do powrotu, ale też z powagą największą przypominał zatwardziałym sekciarzom słowo Pańskie: „Jeśliby kto kościoła nie usłuchał, niech ci będzie jako poganin i celnik". (Mat. XVIII, 17). Podawał przytem obrok duchowny czystego Słowa Bożego na złotej szali czystej polszczyzny i trafił słuchaczom do serca. Przejrzał teraz lud katowicki, olśniony dotąd szumną wymową Kamińskiego i poznał, że to była tylko „miedź brząkająca” i „cymbał brzmiący“ (1 Kor. XIII). Wielu ze żalem wracało tam, gdzie jedna owczarnia i jeden pasterz. Za trzy miesiące (23 października) z wielkiem uznaniem i szczerą podzięką pozwo-