Strona:Emil Szramek - Ks. Norbert Bonczyk.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale Kościół Boży, który ma obietnicę, że „bramy piekielne nie zwyciężą go“ (Mat. XVI, 18) spokojnie może patrzeć w przyszłość:

Błoga łodzi Piotrowa, już burze i wały
Nie raz się o twe ściany z łoskotem łamały;
Mocną ręką prowadził przez gęste ciemności
Sternik bieg twój ku brzegom ojczystym wieczności!
Gdy i teraz potopu szumiące bałwany
Bezdenne i bez granic jak ocean zlany
Rozdzierają paszczękę, i berła, korony,
Stolice pożerają — jęczy świat strwożony
Jak gdyby się łamały biegu jego osi:
Nad wodami spokojnie Kościół się unosi.
Łódź Piotrowa jak korab nowego zakonu
Płynie — ręką wszechmocną broniona od zgonu,
Płynie, wiedząc, że znów się niebo rozpogodzi!
Wnet da znak gołębica, że już gwałt powodzi
Umilkł! Korab na górze ocalony stanie,
A Rzym znowu obejmie świata panowanie!

Ale już nie tylko wierszami miał ks. Bonczyk bronić powagę papiestwa. Wkrótce powołano go do czynu. — W roku 1871 wyklęty z kościoła ks. Kamiński w Katowicach, kupiwszy podstępem stojący jeszcze po wybudowaniu nowej świątyni drewniany kościółek tymczasowy, pod protekcją rządu zaczął szerzyć sektę starokatolicką. Był to znakomity kaznodzieja i ślicznie mówił po polsku, podczas gdy tamtejszy kuratus ks. Schmidt bardzo niedostatecznie władał językiem polskim. Kamiński świadomie wy-