Strona:Emil Szramek - Ks. Konstanty Damroth.pdf/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przeraźliwie na zagrodzie
Kracze szare stado wron,
Stygnie życie już w przyrodzie,
Już się zbliża błady zgon. —

Ach przyrodo, tobie jeszcze
Zwierzam się dziś z bolem mym,
Wszak i tobie zimne dreszcze
Mrożą piersi lodem swym.

„My starzy, kończył, musimy ustąpić, — lampka życia mego dogorywa, — dni moje policzone. Krakanie wron zwiastuje mi śmiać. Wy zaś bracia młodzi, nie zważajcie na krakanie politycznych kruków i wron, choć was zadrasną mściwemi szponami, one przed wiosną się zbliżającą pierzchnąć muszą, zima minie, wiosna wróci. Pracujcie dla ludu, a nastają lepsze dni“. Długo tak rozmawiali. Często musiał przerywać rozmowę, bo mu co chwila zabrakło w piersiach tchu. Mimo to nie chciał gości puścić, widocznie było, że pragnął w nich wlać swego ducha i swoją wiarę w lepszą przyszłość.
Wierszyki ks. Damrotha z ostanich miesięcy przedstawiają poniekąd rzewne pożegnanie się autora ze światem. U wrót wieczności „stary pieśniarz“ Bogu odnawia swoje śluby.

Z życia mało się ostało
Nad kolce cierpienia,
W oczach łzy, na ustach modły
A w sercu wspomnienia.

Jeden tylko bez uszczerbku
Klejnot przechowałem:
Miłość, jaką tobie, Panie,
Ongi ślubowałem.

Pierwsze dumki były tejże
Miłości posiewem
W wiośnie życia, niechaj będą
I łabędziem śpiewem.