Strona:Eliza Orzeszkowa - Stare obrazki.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


chanych twoich uczonych i filozofach. Nie z wnętrzności kobiecych wyszli ci ludzie, ale z makówek wysypał ich Morfeusz, gdy mu się raz zachciało świat uśpić na śmierć! O jakież winy oskarżają mię teraz kapłani nudy?
— Naśladujesz, Lucyuszu, tych, którzy byli trądem świata. Jak Kaligula dnie i noce spędzasz na grze i piciu. Jak Nerona widują ciebie najohydniejsze oberże Rzymu. Jak Domicyan odrywasz niewiasty od ognisk domowych. Jak Witeliusz, stoły swe zastawiasz tak wykwintnemi potrawy, że w mowie rzymskiéj nazw, a w żołądkach biesiadujących miejsca im braknie.
Śmiałém spojrzeniem spoglądał oskarżany w twarz oskarżającego; migotała w nim tylko ironiczna nieco wesołość.
— Wszystko, coś rzekł, Aureli, czyniłem.
— Obyś był czynił to tylko! Lecz w czasie wojny, na którą cię wysłałem, gdzieżeś przebywał i czém się trudniłeś? Awidyusz, Stacyusz, Marcyusz zwyciężali Partów, zdobywali Armenią, do Babilonii i Medyi docierali rzymskim orężem. Tyś zimę w ciepłéj Leodycei, a lato w marmurowéj Antyochii spędzał, wolen od trudów właściwych głównemu wodzowi, same nawet lubieżne ludy Wschodu zdumiewając sztuką wysysania z życia wszystkich jego rozkoszy niższego rzędu. Potemeś z Antyochii zabrał i tu z sobą przywiózł gromady har-