Strona:Eliza Orzeszkowa - Pieśń przerwana.djvu/74

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
62
ELIZA ORZESZKOWA

Klara. — Gdyby nie pani dobroć, nie wiem, jakim sposobem moglibyśmy Stasia posyłać do gimnazyum.
— Co tam, co tam! Ręka rękę myje. Ogarnirujesz mi czepeczki nowemi szlarkami, a?
— Z największą ochotą!
Przed bramką, prowadzącą na ulicę, obejrzała się na altankę bzową, przytuloną do ściany drzew wysokich i rozłożystych.
— Adieu! — pomyślała, i znowu zrobiło się jej ogromnie smutno.
Po zrobieniu sprawunków ze swoją starą znajomą i dobrodziejką, biegła do domu śpiesznie, gdy w bramce ogrodu spotkała się oko w oko z jedną z tych swoich przyjaciółek, o których wczoraj opo-