Strona:Eliza Orzeszkowa - Pieśń przerwana.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
58
ELIZA ORZESZKOWA

Jakże? trzeba pójść, choćby dlatego, aby tę książkę odebrać. Naturalnie, gdyby nie przyszła, cóżby uczynił z tą książką? Musiałby chyba ją odsyłać, i sprawiłoby mu to kłopot z jej przyczyny.
Ma się rozumieć, że pójdzie.
To jej altanka, ma prawo w niej przesiadywać, a ten pan może sobie tam przychodzić, albo nie przychodzić, co jej do tego!
Jaki on miły!... I cóż w tem złego będzie, jeżeli znowu trochę z sobą porozmawiają?
Postanowienie powzięte tak ją ucieszyło, że biorąc koszyk i biegnąc ku drzwiom, zanuciła:
— La, la, la! la, la, la!
Ale drzwi otworzyły się, nim do nich dobiegła, i ukazała się w nich staruszka, trochę krępa