Strona:Eliza Orzeszkowa - Pieśń przerwana.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
57
PIEŚŃ PRZERWANA

ziła, nie wiedząc za co, ale potem zaczął mówić o księciu takie rzeczy zajmujące... Jaki on miły! Jak on to powiedział: »Pani nie trzeba nic odejmować i nic dodawać!« Jaki on miły!...
Ogień kuchenny rumieńcem gorącym okrył jej policzki; stawała też często przed otwartem oknem i z rozkoszą czuła powiewy wiatru, muskające ją po twarzy. Im więcej zbliżała się pora, w której zazwyczaj szła do altanki, tem większy niepokój ją ogarniał. Wreszcie zrobiła już wszystko, odjęła fartuch, wyjęła z szafki koszyk z robotą. Jeszcze raz: pójść, czy nie pójść?
Przy spojrzeniu na koszyk przypomniała sobie książkę pożyczoną wczoraj.