Strona:Eliza Orzeszkowa - Pieśń przerwana.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
56
ELIZA ORZESZKOWA

pójść do altanki bzowej, gdzie z pewnością zjawi się zaraz, po drugiej stronie sztachet, p. Przyjemski? Roboty szły jej dziś nie tak gładko jak zwykle, bo co chwila wstawała i myślała o spotkaniu wczorajszem.
Dziwny wypadek! Spotkać człowieka nieznanego, rozmawiać z nim tak długo i nawet książkę mu pożyczyć! Nie słyszałam nigdy, aby ktokolwiek tak pięknie czytał. Jaki on miły! Dziwna ta jego zmarszczka na czole, taka głęboka, a pod nią oczy takie szafirowe, szafirowe, czasem śmiałe i śmiejące się, a czasem takie smutne! Jaki on miły! Raz tak jakoś na mnie popatrzał, że chciałam wstać i uciec... Uczułam coś takiego, jakbym się na niego obra-