Strona:Eliza Orzeszkowa - Pieśń przerwana.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
55
PIEŚŃ PRZERWANA

w zarzutce ciemnej i kapeluszu słomianym, opasanym wstążką. Zeszły z ganeczku i prędko przeszedłszy ogród, wyszły przez bramkę w parkanie na ulicę.
— Basta! — uśmiechnął się Przyjemski, — poszła sobie i tu już pewno nie przyjdzie. Spłoszyłem ptaszynę. Szkoda, bo jest milutka!...
Ruchem nerwowym zamknął książkę i poszedł ku pałacowi z pogłębioną zmarszczką pomiędzy brwiami.
Klara od samego rana myślała nad tem: pójść, czy nie pójść? Dając śniadanie ojcu i dzieciom, sprzątając mieszkanie, gotując obiad, piorąc fartuch swój i różne drobiazgi dziecinne, co chwila zapytywała siebie: pójść, czy nie