Strona:Eliza Orzeszkowa - Pieśń przerwana.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
97
PIEŚŃ PRZERWANA

Oby zachował cię Bóg
Tak piękną, czystą, powiewną!

Wymawiając wyraz ostatni, wziął jej rękę i pochylony pocałował ją krótko, prawie w powietrzu. Prostując się, rzekł jeszcze:
— Niechże pani tu zaczeka. Ja i mój przyjaciel będziemy zaraz grali dla pani...
Włożył kapelusz na głowę i prędko odszedł.
Do cienistego ogrodu wszedł przez bramkę w sztachetach i zniknął pośród drzew. Dokoła Klary panowała przez kilka minut cisza zupełna, aż znowu powietrze zabrzmiało muzyką, ale już dwu naraz instrumentów. Za oświetlonemi oknami pałacu fortepian i wiolonczella zgodnie wykonywały jakiś utwór wielki i długi, któ-