Strona:Eliza Orzeszkowa - Pieśń przerwana.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
88
ELIZA ORZESZKOWA

smutek, zmieszany z goryczą. Słodycz szła od melodyi głosu, smutek od znaczenia słów, mających dla niej głębię niezrozumiałą, ale ciemną...
On wstał i już swobodnie przemówił:
— Może przejdziemy się po ogrodzie...
Wstała posłusznie i poszli w kierunku altanki bzowej, po trawie zroszonej, pomiędzy dwoma rzędami krzaków agrestowych.
— Prosiłaby pani gwiazdy spadającej o zdrowie ojca... Czy nie czuje się zupełnie zdrowym?
— O, tak! jest bardzo słabego zdrowia... od dawna...
— Cóż jest ojcu pani?
— Coś piersiowego...