Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Żal Emilji wstrzymywany jedynie chęcią oddania ostatniej usługi zmarłej przyjaciółce, pokrzepienia po jej stracie zasłużonych starców, i zaspokojenia troszczących się o nią ojca i ciotkę, wybuchnął w całej swej żywości; gdy rozrzewniony cnotliwy Brzoznowski Pleban, przy spuszczaniu trumny do grobu, ostatni raz od zmarłej czule wszystkich pożegnał. Wypadła wtedy z drżącej ręki starego szafarza Tomasza, chwiejąca się świeca. Zemdlała w tym okropnym momencie, cichy jęk wydawszy, zgrzybiała i przywiązana do swej Pani, Panna Kuneguuda, której nikt nie widział ani jednej łzy wylewającej, póki ją ostatni raz do trumny nie ubrała, i do ostatniego nie odprowadziła mieszkania. I Emilia już własnych uczuć dłużej przytłumić nie mogła. Wróciła z mocną gorączką do domu, i pierwszy raz w życiu, doznana gwałtowna słabość, całej mocy pierwszego doznanego przez nią w życiu nieszczęścia dowiodła.
Przez ten czas, niespokojny o nią ojciec, inny jeszcze powód miał zmartwienia. Wysłana sztafeta do bawiącego za granicą Władysława, uwiadomiła go o zrobionym na korzyść jego