Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zki, wskazać Panu Sławińskiemu gdzie się testament znajdował, i pobłogosławić klęczącą u nóg jej, w najgłębszym żalu pogrążoną Emilkę; skonała spokojnie, przyciskając krucyfix do swego łona, i zamykając jak do spoczynku, wlepione z ufnością w niebo oczy. Ten moment albowiem śmierci, tak straszny, gdy niespodziewany, oddawna oczekiwanym był w cnotliwem jej życiu; jak noc chwilowa poprzedzająca świetną jutrzenkę wiecznego szczęścia.
Ledwo zasnęła w Bogu, a już najżywsze oznaki żalu słyszeć się dały, w obszernych salach pałacowych, na schodach i dziedzińcu, napełnionym tłumem cisnących się, dla dowiedzenia się o jej zdrowiu, przywiązanych włościan. Wkrótce w odległości słyszane tylko oddalających się powolne kroki, przytłumione jęki, żal szczery, ponura cichość, gorące przy zmarłej wdzięczności i przywiązania modlitwy, prawne formalności i konieczne koło pogrzebu zachody, zastąpiły ruch obawy i nadziei; a zawsze gościnnie otwarty dom Wojewodziny, tak długo przytułek przyjaźni i nędzy, jeszcze raz zajaśniawszy pochodniami jej pogrzebu, ledwo zamieszkałą wkrótce został pustką.