Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


skiemu przez nią uczynionemu zapytaniu; powzięła myśl odnowienia dobrocią, charakteru dotąd samą surowością bezskutecznie kształconego. Otrzymała z łatwością pozwolenie na to od ojca i ciotki. Przedstawili jej atoli, jaki na siebie bierze obowiązek, i ile powinna się starać ulepszać samą siebie, ażeby jej przestrogi, a jeszcze wymowniej dobre przykłady, skutecznie działać mogły, na młodej uczennicy. Z tryumfem więc Emilka Małgosię do Topolówki zabrała. Od tego momentu, podwoiła niejako pilności, słodyczy i cierpliwości dla uczynienia korzystną udzielanej Małgosi nauki. Kształcąc ją, sama się doskonaliła, i żywemi uczuciami przychylności, obawy i nadziei, doświadczenia macierzyńskich starań niejako nabywała. Z właściwą swemu wiekowi wesołością, uganiając się potem obydwie po ogrodzie, zbierały na wyścigi, różne zioła do apteczki Pani Mielińskiej, tudzież głóg lub berberys do smażenia dla Panny Kunegundy.
Z ukontentowaniem widział Pan Sławiński wesołość córki, ożywioną pozyskaniem równego wieku towarzyszki. Przestrzegał tylko z siostrą, ażeby starania Emilki dla Małgosi, obrzy-